Step by step

Chyba pora na kolejny wpis. Ostatnio zarzuciłam książki Pawlikowskiej, chyba jestem zbyt rozproszona różnymi sprawami żeby się na nich skupiać. Ale podsumowując to, co P. pisze w swoich książkach doszłam do wniosku, że ci “agenci podświadomości” jak ona to nazywa, to nic innego jak nawyki. Jeśli coś się często powtarza, mózg w naturalny i odruchowy sposób zapisuje to właśnie w postaci nawyku.

I to “odkrycie” doprowadziło do prostego wniosku – żeby się pozbyć jakiegoś nawyku trzeba się stopniowo odzwyczajać i przyzwyczajać do nowego. Dlatego często “teraz, już, w tym momencie chcę coś zmienić!” nie działa.

Tak właściwie jest ze wszystkim i chyba tylko małymi krokami, ale skutecznie i do przodu można gdzieś dojść. Co się dzieje gdy codziennie odkładasz 5zł? Po roku masz prawie 2000 zł, możesz jechać na jakieś wakacje, a nie odkładając nic – wiadomo – jesteś w punkcie zerowym. O, właśnie obliczyłam ile ze mnie zdziera bank pobierając opłatę za kartę – cwane to, bo do małych kwot nie przywiązuje się większej wagi. I tak też jest z wieloma rzeczami – mamy skłonność myśleć, że jeśli coś jest małe i nie wiele teraz znaczy to nie warto tego robić, a mówi się, że “ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka”. Czy jakoś tak. Człowiek XXI wieku jednak jest przyzwyczajony do szybkich rozwiązań. Tu trzeba trochę poczekać. Dobrze jest tylko co jakiś czas obejrzeć swoje “ziarnka” i zobaczyć czy faktycznie ich przybywa, jeśli tak to jest ok. I nie mówię tu o pieniądzach, chociaż to też dobry sposób oszczędzania. Pozytywy procentują, negatywy niestety też.

Więc chociaż ostatnio miałam jakiś dziwny czas wkurzenia na wszystko i wszystkich, co mi się rzadko zdarza, wyrzuciłam to z siebie i nie mam zamiaru z tym nic już więcej robić. Chociaż w takich sytuacjach czasami ma się ochotę na rękoczyny!

Ale łatwo powstrzymuję się od ręko- i słowo-czynów bo sama nie mam ochoty żeby ktoś tego kiedyś wypróbował na mnie. I wiem dobrze, że jeśli odpowiada Ci miejsce w którym się znajdujesz (życiowo, myślowo, czy jak tam chcesz) to nie wkurzasz się na innych bo po prostu ci szkoda na to czasu i energii, poza tym jest ci to wewnętrznie w ogóle nie potrzebne. Lepiej iść w tym kierunku, więc jak już pisałam, ziarnko do ziarnka – a coś się uzbiera, małymi krokami też się gdzieś dojdzie. I korzystając z tej analogii, być może małe kroki są lepsze, bo wszyscy którzy biegli, albo stawiali kroki ponad swoje możliwości szybciej dotarli do “mety”, ale leżą tam i kwiczą wykończeni, zastanawiając się czy było warto się tak naginać, nawet nie jest tak fajnie jak miało być. A ty sobie idziesz, w końcu docierasz, niczego wielkiego nie oczekiwałaś/eś więc nie ma wielkiego rozczarowania, masz jeszcze siłę na więcej i tak dalej.

Długo się idzie, ale finalnie jest jakoś lepiej, niektórzy mówią, że w życiu chodzi o podróż nie o cel tej podróży, bo co się tu oszukiwać zmierzamy w tym samym kierunku, a na końcu się po prostu kończymy. Dlatego chyba wymyślono takie rzeczy jak niebo czy powtórne wcielenia – żebyśmy mogli wierzyć, że to ma jakiś sens, albo przynajmniej, że się nie kończy. Obydwa te pomysły mają moim zdaniem sporo sensu, dlatego też, czy w to wierzysz czy nie warto myśleć o przyszłych pokoleniach, bo tego możemy być pewni, jakieś będą i dobrze by było żeby miały lepiej. Żeby świat szedł do przodu. Tu mam ochotę zahaczyć o wybory prezydenckie, bo to jest szansa na zmianę czegoś na swoim podwórku, ale dziś już sobie podaruję:P. Poza tym jestem bardzo niezdecydowana więc muszę poczytać, pogadać i pomyśleć. Może coś z tego wyjdzie!

Advertisements

Przemyślenie rzeka

Więc ten tego, to chyba już nie będzie blog DIY w pierwotnym znaczeniu tego słowa. Mam ostatnio jakoś za dużo przemyśleń żeby się nimi nie podzielić. Ostatnio wpadła mi w ręce książka Beaty Pawlikowskiej, a właściwie dwie książki – “Księga kodów podświadomości” i “Kurs Szczęścia”. I po przeczytaniu pierwszej, co rekordowo zajęło mi jeden dzień, miałam maaaasę przemyśleń, wniosków, wkurzeń i oświeceń, oświecenie nadeszło na koniec. Na szczęście. W “Księdze kodów” Pawlikowska pisze o tym (w dużym skrócie), że w życiu w gigantycznej mierze jesteśmy sterowani naszymi podświadomymi pragnieniami lub przekonaniami, które czasami “kłócą” się z naszymi świadomymi wyborami, jednak te podświadome (które ostatecznie sprawiają, że robimy coś co przynosi nam więcej niekorzystnych efektów niż korzystnych) są tak zakamuflowane, że wydają nam się jedyną możliwą opcją. Nie pierwszy raz o tym czytam, już miałam na ten temat milion przemyśleń i mogę powiedzieć, że wiem z doświadczenia, że to prawda (przynajmniej dla mnie). Nawet zidentyfikowałam swoich “dywersantów” jak ich nazywa Pawlikowska, ale cały czas najbardziej zastanawiało mnie, szczególnie ostatnio, co zrobić, żeby już nie powtarzać pewnych schematów.  I tym razem, zwłaszcza po przeczytaniu “Kursu Szczęścia” i po wysłuchaniu jeszcze jednego Pana Myśliciela z YT mogę powiedzieć, że się dowiedziałam JAK. I wiem też, że to nie będzie super proste i super szybkie, ale być może tym lepiej, powolne zmiany zazwyczaj są trwalsze, a ta zmiana ma być życiowo-trwała. I co najlepsze wiele z tych rzeczy pokrywa się z moimi “wynalazkami” o których pisałam w poprzednim poście.

Wydaje mi się, że każdy ma taki obszar lub obszary w życiu w którym mu coś po prostu ewidentnie nie wychodzi, czasami nie wiadomo dlaczego, czasami obwiniamy innych. A tym wszystkim sterują właśnie nasze podświadome przekonania/pragnienia, czyli w rzeczywistości my sami.

Przykład. Obleciany i prosty: chcesz schudnąć. Masz motywację, kilka razy już próbowałaś, ale z marnymi skutkami, tym razem nie, tym razem się uda, jesteś zdeterminowana, stosujesz dietę, ćwiczysz, wszystko idzie super, chudniesz, ludzie to zauważają, jest super fajnie, motywacja ciągle wielka, a potem nagle chwila słabości i koniec, nie chcesz tego, ale wracasz do starych nawyków,  tak jakoś cię przekonało to ciastko, trochę słodyczy, wracasz do punktu wyjścia twierdząc, ze w sumie od początku wiedziałaś, że to się może nie udać, w końcu jeszcze nigdy Ci się nie udało, to jest za trudne, ty nie masz siły, trudno.

A wg Pawlikowskiej mechanizm jest taki, że te kilka prób z przeszłości wyryło się w twojej głowie dając ci jedyny możliwy obraz i jedyne możliwe zakończenie: nie dam rady. I ta chwila słabości pozwoliła temu staremu mechanizmowi dojść do głosu – a ten mechanizm charakteryzuje się tym, że MUSI cały czas szukać potwierdzenia.

I wg Pawlikowskiej są plusy i minusy tych podświadomych mechanizmów – plusy są takie, że kieruje procesami życiowymi, nie musimy się zastanawiać jak coś przełknąć, jak oddychać lub odskakujemy gdy się sparzymy. Ale minusy są takie, że podświadomość od dzieciństwa się uczy i zapisuje w zero jedynkowy sposób to, co wiemy o świecie, tworzy zbiór solidnych przekonań na podstawie naszych doświadczeń, a raczej wniosków (często błędnych) z nich wyciągniętych. Każdy człowiek potrzebuje miłości, poczucia bezpieczeństwa itp. i jeśli jako dziecko nauczysz się, że gdy jesteś niegrzeczny/a to rodzice dopiero wtedy zwracają na ciebie uwagę (co jest formą miłości) to żeby zyskać ich uwagę i poczuć się kochanym (co jest ci niezbędne) będziesz ciągle robił głupie rzeczy. To z kolei przenosi się na dorosłe życie i (w dużym uproszczeniu) robisz głupie, destrukcyjne lub szkodliwe dla siebie rzeczy, żeby ktoś cię zauważył i by w efekcie czuć się dobrze (wg tego schematu). Ale nie będziesz świadomy tego, że coś każe ci to robić, po prostu będziesz myślał, że jest ci to potrzebne i będziesz zdziwiony, ze cały czas coś jest nie tak, pakujesz się w negatywne sytuacje. Cała idea “Kodów” to zauważyć kody sterujące nami i powoli starać się je zastępować nowymi – pozytywnymi.

To było spore uproszczenie. Takimi tematami zaczęłam się interesować gdzieś tak pod koniec liceum więc fakt, że wynosimy z dzieciństwa system wartości i przekonań w duużej mierze przekazany nam przez rodziców i otoczenie, nie był dla mnie niczym nowym. To, że pewne schematy się powtarzają i muszę z nimi ciągle walczyć też nie. Czekałam tylko na ROZWIĄZANIE tego problemu. CO zrobić, żeby już nie było tak, że robię coś w dobrej intencji, tzn. intencji pozytywnego wyniku, a wychodzi coś TOTALNIE odwrotnego. Kto tym steruje, jakie podświadome przekonania i jak się ich pozbyć? Dotarłam do końca książki i stwierdziłam, że nie podano mi żadnego rozwiązania, nic się nie dowiedziałam nowego itp. mimo, ze na początku była mowa o tym, że się dowiem.

W książce Pawlikowska kilka razy zaznaczała, że czytelnik może się nie zgadzać z przekazem książki,bo podświadomość właśnie tak działa: 1. boi się wszystkiego, co nowe i nieznane (czyli w tym wypadku zmiany na lepsze), 2. wypiera to teoretycznie bardzo sensownymi argumentami by bronić tej gorszej wersji rzeczywistości, która została w niej zaszczepiona dawno temu – po przeczytaniu tego przytakiwałam kilka razy i dalej uważałam, że nie otrzymałam nawet pół wskazówki jak to pokonać/oswoić.

I nagle doznałam olśnienia – czy właśnie w ten sposób moja podświadomość nie wyparła istotnych informacji? Twierdząc, ze ich nie ma, czytałam, widziałam, nie ma. Pomyślałam trochę i okazało się, że były. Niespodzianka. Ale moje wewnętrzne przekonanie, ze na niektóre pytania nie ma odpowiedzi było silniejsze i nie pozwoliło mi ich (początkowo) zauważyć. Rozwiązanie było proste – Pawlikowska twierdzi, że człowiekowi do życia potrzebne są 4 rzeczy: miłość, poczucie bezpieczeństwa, poczucie bycia ważnym i poczucie bycia wartościowym – i nasza podświadomość będzie nami sterowała tak aż je (w bardziej lub mniej skomplikowany sposób) osiągnie. Niektórzy mogą stwierdzić, ze im te 4 rzeczy wcale nie są potrzebne, ale prawda jest taka, że jeśli ktoś czuje, że musi być we wszystkim najlepszy, odnosić sukcesy to nie na sukcesach mu najbardziej zależy tylko na uzyskaniu poczucia bycia ważnym i wartościowym. Jeśli ktoś nałogowo pije, to najcześciej dlatego że picie pozwala mu zyskać poczucie bezpieczeństwa (nie myśli o problemach, zagrożeniach) itp. itd. To jest proste i zawiłe jednocześnie.

A rozwiązaniem wg autorki jest dostarczenie sobie tych czterech niezbędnych rzeczy inną drogą niż przez np. picie lub uczestnictwo w wyścigu szczurów. I o tym jak ich dostarczyć mówi następna książka “Kurs szczęścia”. Na to właśnie czekałam. Zidentyfikowałam swoje fałszywe przekonania już jakiś czas temu, teraz tylko chciałam wiedzieć jak się ich pozbyć lub je “ugłaskać”.

Moim bardzo nieprzyjemnym przekonaniem albo hasłem, które wyniosłam z dzieciństwa było “uważaj, bo…” najczęściej słyszałam takie rzeczy oczywiście wtedy gdy najlepiej się bawiłam, skakałam, biegałam – dla dziecka trochę niebezpieczne rzeczy i rodzice chcąc mnie ustrzec przed potknięciami, połamanymi rękami i nogami mówili “uważaj, bo: coś się stanie, zrobisz sobie coś, ktoś ci coś zrobi, będzie bolało, będzie źle” itp. itd. Z tego wszystkiego w podświadomości został zakodowany taki wniosek: dobrze się bawię, dobrze się czuję – muszę uważać na niebezpieczeństwo – zaraz się coś złego stanie.

I jest teraz tak, że może nie często dzieje się coś złego gdy się dobrze bawię i dobrze czuję, ale gdy mi na czymś zależy to strach, który czuję przez to, że czuję się dobrze (bo to czucie się dobrze jest już połączone u mnie automatycznie z jakimś strachem), więc ten strach powoduje, że robię rzeczy, których nie chcę robić – tylko po to, żeby kod został potwierdzony. Ostatecznie to właśnie strach stał się tym “czymś złym” i miesza mi w życiu dość często. Wszystko co wydaje mi się dla mnie bardzo pozytywne jest połączone u mnie ze strachem, a strach, wiadomo, sprawia, że człowiek panikuje i nie zachowuje się racjonalnie. Bo jeśli jest strach to trzeba coś zrobić żeby się poczuć dobrze i bezpiecznie, a ja zawsze czułam się bezpiecznie gdy zagrożenie mijało, ale żeby minęło i żebym mogła czuć się dobrze, to jeśli go nawet nie było najpierw musiałam to zagrożenie STWORZYĆ. Masakra. Gdy to sobie uświadomiłam zrozumiałam wiele. Tylko teraz chciałam się dowiedzieć co na to poradzić. Pani Pawlikowska przyszła z pomocą twierdząc, że skoro umysł szuka poczucia bezpieczeństwa to trzeba mu je dostarczyć, po prostu powtarzając, w wręcz wbijając sobie codziennie do głowy, że jest się “bezpiecznym, kochanym, ważnym” czy co komu do szczęścia potrzebne. Tylko haczyk jest taki, że to jest żmudna, codzienna praca, powtarzanie tego, nawet gdy okoliczności wskazują na coś innego. Aż w końcu nowe, wartościowe przekonania wyryją się nam w podświadomości.

I za każdym razem kiedy to przekonanie chce się w jakiś sposób zamanifestować – trzeba rozpoznać schemat i spokojnie iść drogą, którą ŚWIADOMIE dla siebie wybieramy. Przekonanie pod tytułem “nie potrafię schudnąć” w podanym przykładzie szukało potwierdzenia wysyłając mózgowi informację, że MUSI zjeść to ciastko, a potem następne… i trochę czekolady, i lody i w ogóle, dobre to wszystko. Jedząc ciastko podświadome przekonanie dostało potwierdzenie swojej “prawdziwości” i zostało wzmocnione po raz kolejny. To był przykład bardzo praktyczny, ale ja nie szukałam tych odpowiedzi po to żeby się odchudzać tylko po to żeby wiecznie nie podkładać sobie kłód pod nogi. Wiadomo, że nie robiłam tego świadomie, ale jeśli ktoś ma wyryte w głowie, w podświadomości, że wszystko jest fajnie a potem i tak się coś z mojej przypadkowej winy, albo w ogóle nie wiadomo dlaczego spieprzy to nawet gdybym nie miała takich intencji to przypuszczalnie podejmuję złe decyzje po to żeby stare przekonania mogły się potwierdzić.

Najważniejsze jest to, że zawsze, w każdym momencie można przejść na tą pozytywną stronę, nawet wtedy kiedy jest się całkowicie przekonanym, że to nie jest lub już nie będzie możliwe.

Więcej o przechodzeniu na ‘jasną stronę mocy’ w “Kursie szczęścia” – nie będę go teraz streszczać, o dwóch najważniejszych zasadach już napisałam. Przypuszczam, że jeśli ktoś nie może odnieść tego, co napisałam do własnych doświadczeń to nie bardzo będzie wiedział o co chodzi i wydaje mi się, że jeśli ktoś jest zadowolony z tego jak mu się żyje to właściwie nie ma po co sięgać po jedną i drugą książkę. One są raczej dla tych, którzy widzą, że coś na jakimś polu nie gra i to się notorycznie powtarza. No i oczywiście (to najważniejsze) dla tych, którzy faktycznie chcą to zmienić.

Ja ze swojego 27-letniego punktu widzenia mogę z całą pewnością powiedzieć, że działam “schematycznie” i mimo, że mam kilka takich meeega pozytywnych schematów wyrytych w podświadomości to wiem, że jest też kilka negatywnych, które trzymają mnie ciągle w tym samym miejscu. Całe to przełamywanie schematów ma bardzo dużo wspólnego z popularnym ostatnio wychodzeniem ze swojej strefy komfortu – tyle tylko, że tym razem wychodzi się totalnie świadomie z konkretnymi skutkami tego wyjścia. O “Kursie Szczęścia” chyba tu jeszcze napiszę jak sobie wszystko poskładam do kupy w głowie.

Dłuuugi wpis. Ale ze statystyk wynika, że czasem ktoś tu zagląda i jeśli wiem, że to idzie w świat to niech idzie, dobry wgląd w siebie nie jest zły, szczególnie wtedy kiedy pomaga:).